środa, 27 maja 2015

KSIĄŻKOWI ULUBIEŃCY - PIERDOMENICO BACCALARIO


 Miesiąc temu kiedy byłam chora, co dosyć często mi się zdarza w miesiącach wiosenno – letnich wybrałam się do Biedronki na zakupy. Oczywiście lista ograniczała się wyłącznie do produktów spożywczych , ale z braku laku postanowiłam zajrzeć na dział książkowy. Nie wiem czy wiecie, aczkolwiek dosyć często pojawiają się tam pozycje książkowe w bardzo przyzwoitych cenach. Chociaż mam tyle lat ile mam , a na ile ponoć nie wyglądam wzięłam do ręki pierwszy tom „Ulyssesa Moor’a – Wrota Czasu” – Pierdomenico Baccalario. Po okładce doszłam do wniosku, że jest to książka dedykowana dzieciom/ młodzieży . Niestety mam to do siebie, że chociaż mam 25 lat uwielbiam książki dla dzieci. Uważam , że rozwijają one wyobraźnie i pozwalają przenieść się do zupełnie innego świata co tym samym daje mi poczucie oderwania się od rzeczywistości.


Książkę pochłonęłam w ciągu 2 godzin i pomimo uporczywego kaszlu poszłam po dwa kolejne tomy ( w Biedronce dostępne były tylko trzy pierwsze pozycje ). Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze – czyli o czym w ogóle ta książka opowiada.

Pierwsze sześć tomów opowiada niesamowitą historię trójki dzieci – rodzeństwa Julii i Jasona, oraz ich przyjaciela Ricka, którzy odkrywają w domu bliźniaków tajemne Wrota Czasu. Są to drzwi, które przenoszą ich w zupełnie inne, magiczne miejsca w których cała trójka przeżywa przygody i musi odkrywać zagadki pozostawione im przez ostatniego właściciela domu – Ulissesa Moor’a. Cała historia rozpoczyna się kiedy Jason i Julia przeprowadzają się wraz z rodzicami do Willi Argo . Tam poznają ogrodnika – Nestora oraz Ricka, który mieszka w tym samym miasteczku Killmore Cove. Miasteczko znajduje się nad morzem i nie jest widoczne na żadnej dostępnej mapie. Jason, Julia i Rick , który od dawna marzył o zapoznaniu bliżej Willi , odkrywają tajemnice domu, a na poczcie odbierają trzy klucze , którymi mogą otwierać najbardziej niebywałe drzwi – Wrota Czasu. Dzięki temu przenoszą się oni do takich miejsc jak Starożytny Egipt, Wenecja czy Ogród Wiecznej Młodości. Oczywiście nic nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać , bo na trójkę dzieciaków czyha Obliwia Newton i jej pomagier Manfred, którzy z całego serca pragną odebrać im klucze. Co więcej Jason, Julia i Rick muszą odkryć kim był Ulisses i dlaczego postanowił właśnie im przekazać tajemnicę Wrót.

Książki Perdomenico nie dosyć , że są naprawdę wciągające to dodatkowo ich atutem jest piękne wydanie. Wszystkie ilustracje znajdujące się w środku powodują, że nie możesz oderwać się od całej historii przez długie godziny. Czy nie każdy z Nas marzył aby znaleźć się w tajemniczym domu gdzie jest tyle do odkrycia ? Wiem, że prawdopodobnie we mnie nadal kryje się więcej dziecka niż osoby dorosłej, jednak polecam tą książkę każdemu – dorosłemu czy dziecku , bo naprawdę warto.





Zazwyczaj kolejne tomy ( bo jest ich aż 14!) zamawiam przez stronę internetową Świata Książki , bo ceny są zdecydowanie niższe niż w jakimkolwiek innym sklepie. Ceny wahają się między 11 a 20 PLN w zależności od tomu.

 


  


Jeśli tak jak ja lubicie przeżywać przygody i podróżować w wyobraźni ta książka na pewno jest stworzona dla Was.

Może Wy moglibyście mi polecić książki, które Was inspirują, wciągają , uzależniają ? Bardzo chętnie przeczytam coś nowego , gdyż aktualnie moja biblioteczka wieje pustką ;)
Do następnego !

J.

niedziela, 24 maja 2015

WORDS I COULDN'T SAY




Słyszałam, że żeby być szczęśliwym trzeba wziąć życie w swoje ręce. Ten kto to powiedział chyba nie zdawał sobie sprawy, że jest to niesamowicie trudne i wyczerpujące zadanie. Bo czy nie łatwiej po prostu sprawić aby toczyło się ono własnym torem i nie wchodzić mu w drogę ? Brać na klatę wszystko co się dzieje , zarówno te dobre jak i złe chwile ? Co to w ogóle znaczy ? Jaki mam wpływ na swoje życie ? Mogę w jakiś mniej konkretny sposób podejmować decyzję – niekoniecznie najlepsze i ewentualnie brać za nie odpowiedzialność później kiedy okaże się , że znowu się myliłam. Ups..  Żeby jednak kierować, motywować i przewodzić to zbyt trudne zadanie do wykonania nie sądzicie ?


My Polacy mamy pewien typ mentalności , a konkretniej styl naszego kierowania życiem to najczęściej „na cwaniaka” – jak się nie uda w ten sposób to spróbujmy inaczej – nie zawsze legalnie i nie zawsze zgodnie z zasadami dobrych obyczajów. Nie pamiętamy tylko, że karma to suka i zawsze wraca. Mój przyjaciel często mi powtarza , że jestem typowym cwaniaczkiem. Podejrzewam, że dzięki temu zyskuję kilka punktów. Powtarza też , że gdyby nie był gejem zostałby moim drugim mężem. Mało prawdopodobne, ale biorę tą możliwość pod uwagę gdybym zamierzała się rozwieść. Czasami po prostu czuję, że nie pasuję do tego życia, które sama sobie stworzyłam. Nie wzięłam odpowiedzialności za to co robię, zrobiłam i prawdopodobnie zamierzam zrobić. Czuję się niezwykle rozbita i ciężko mi złapać oddech. Czy nie mogłoby cały czas być tak przyjemnie jak wtedy kiedy byliśmy dziećmi i jedynym naszym problemem było czy grać w gumę czy klasy ? Chociaż nie. Wtedy też miałam pod górkę . Byłam otyłym dzieckiem, które zawsze się wstydziło, dlatego teraz sześć razy w tygodniu katuję się na siłowni , żeby nigdy więcej nie czuć tego ukłucia w sercu. Nie uważam się za atrakcyjną czy nawet ładną. Jestem przeciętna , ale nie zazdroszczę wszystkim wysokim i szczupłym dziewczyną bo co to zmieni ? Kilka razy zaliczyłam gorsze momenty. I chyba najgorszy z nich wszystkich odnotowałam rok temu, kiedy zemdlałam będąc u ginekologa ( tak, tak cała ja ), uderzyłam się w głowę i przez rok „chorowałam” na powtarzające się ataki paniki. To było naprawdę straszne i prawdopodobnie nie życzę tego najgorszemu wrogowi. Ciągłe paranoje, brak snu i poczucie, że nikt nie może mi pomóc oprócz samej siebie. Nie wiem jak to przetrwałam, ale odrodziła się u mnie wiara, że mogę i że życie jest piękne. Staram się tak myśleć codziennie ,bo czasami nadal nie czuję się na siłach, żeby wstać z łóżka i funkcjonować. Wracając jednak do punktu wyjścia w zasadzie nawet nie wiem czemu to wszystko piszę, bo to powinno zostać w mojej głowie i sama powinnam sobie poradzić ze wszystkimi problemami co nie jest to łatwe. Może to w jakiś magiczny sposób oczyści to mój umysł. Czy Wy też macie takie momenty kiedy nie wiecie którą drogą pójść i jak sobie radzić ? Zawsze uczono mnie, żeby nie okazywać słabości i w życiu „realnym” wystrzegam się tego jak ognia, ale czy nie mogę o tym zapomnieć na jeden krótki moment ? Życie przecież to nie tylko upiększone fotki na instagramie czy optymistyczne opisy na facebook’u. To przede wszystkim MY – prawdziwi ludzie z krwi i kości. Możecie pisać , że to głupie i strasznie prozaiczne, ale czy nie taka jest prawda ?



Wszystkiego najlepszego z okazji imienin dla mnie..

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział drugi - Cud na targu choinek

Po kilkunastu minutach znalazły się na zapchanym do granic możliwości parkingu. Prawdopodobnie nie tylko mama Ady miała plan rozejrzenia się za idealną choinką. Kiedy wysiały z samochodu mroźne powietrze uderzyło Adę w twarz. Zawinęła się mocniej szalikiem i zmrużyła oczy, które przez te kilka sekund zaczęły niebezpiecznie łzawić.

- Gotowa na łowy – zawoła mama i zaczęła wymachiwać rękami w niezbyt skoordynowany sposób.
- Tak mamo, ale proszę Cię przestań to robić ! Ludzie się na Nas gapią – Ada skrzywiła się , bo faktycznie kilka osób spojrzało na Nie z przerażeniem. – Pomyślą , że jesteś chora psychicznie.
- Oj , już nie przesadzaj. Jestem taka podekscytowana. Nasza poprzednia choinka potrzebuje godnej następczyni . Pamiętasz jaka była rozłożysta ? I igły prawie z niej nie spadały.

Ada pamiętała. Choinka była cudowna. Pachniała lasem , była srebrzysto zielona i bardzo wysoka. Kiedy udekorowała ją z mamą wyglądała jeszcze piękniej, a złote bombki migotały w blasku świec, kiedy wieczorem siadała na kanapie i patrzyła na nią godzinami.  Rozchmurzyła się na to wspomnienie.

- Oczywiście , że pamiętam. W końcu choinki to moja działka , prawda ? – spojrzała w stronę swojej mamy, której złote włosy były mokre od padającego śniegu.
- Och skarbie, w końcu pozytywne nastawienie. Nie traćmy czasu , bo zaraz wykupią wszystkie najlepsze okazy.

Przeszły przez błotnistą drogę kierując się ku obszarowi przeznaczonemu na sprzedaż choinek. Targ nie prezentował się najlepiej. Kiedyś był placem gdzie kwitł handel jabłkami prosto z sadów, pachnącymi pomidorami i jajkami prosto z fermy. Tak było, ale teraz ktoś mądry wpadł na pomysł zabudowania go betonowymi ścianami i dla handlarzy został tylko skrawek dawnej świetności gdzie każdy walczył o klienta.

Ada przepychała się przez wściekły tłum , który napierał z każdej strony. Przeszła kilka stoisk zatrzymując się przy nielicznych choinkach , które można było uznać za całkiem przyzwoite. Wiedziała jednak, że musi znaleźć tą jedną jedyną. Dla niej świąteczne drzewko było odpowiednikiem sukni ślubnej. Tyle słyszała o tym, że przyszła Panna Młoda musi zakochać się w sukni i wtedy wie, że to właśnie TA. Ada miała tak z choinkami.

- Adi spójrz na tą ! – zachrypiała mama, bo mroźne powietrze sprawiało , że wykrztuszenie z siebie kilku słów bolało. – Czyż nie jest p i ę k n a ?
Adrianna spojrzała w tamtą stronę. Choinka była wysoka, przysadzista, pokryta szronem.
- No nie wiem mamo. Jest w porządku, ale to nie ta. – odpowiedziała z trudem.
- No dobrze, dobrze. Szukajmy dalej

Poszły krętą , betonową drogą do drugiego końca targu. Ada szła pewnym krokiem , bo stopy w kozakach powoli kostniały z zimna. Nagle , nie wiedząc skąd została staranowana przez osiłka w czarnej kurtce. Wyglądał niczym niedźwiedź , który stracił równowagę i leciał z porywem wiatru.

- O mój boooo… - nie dokończyła , bo wylądowała w kałuży z takim chlustem , że sama nie była w stanie tego przewidzieć.
- Ada, kochanie ! Nic Ci się nie stało ! – mama Ady przeciskała się przez kilka osób , które stanęły i patrzyły na całe wydarzenie. Niektórzy chichotali.
- Jezu, przepraszam . Nic Ci się nie stało ? Próbowałem podnieść choinkę , ale była za ciężka i straciłem równowagę. – powiedział nieznajomy patrząc na Adę jakby nigdy nie widział dziewczyny siedzącej w kałuży z miną psychopatycznego mordercy.
- Czy Pan zwariował ?! Mógł mnie Pan zabić ! – krzyknęła ze złością – Trzeba się rozglądać, albo nie brać za coś czego nie potrafi się dobrze zrobić ! – wyładowywała całą złość jaka w niej była.
- Proszę nie krzyczeć. Naprawdę zrobiłem to nieświadomie i zupełnie przypadkiem. – Podał jej swoją rękę, aby mogła wstać z ziemi – Pomogę Ci.
- Nie zauważyłam , żebyśmy przeszli sobie na TY – Ada zdenerwowała się jeszcze bardziej.
- Aduś kochanie żyjesz – mama Ady weszła praktycznie między nią a bezimiennego chłopaka i pociągnęła córkę w górę, aby ta mogła się podnieść. Spojrzała na chłopaka z miną dezaprobaty i próbowała otrzepać córkę jakby to miało w czymś pomóc.

Ada szczękała zębami z zimna i poniżenia. Wiedziała, że dzisiaj nie znajdzie już drzewka i do wieczora nie odzyska humoru. Chciała znaleźć się w ciepłym łóżku z książką i zapomnieć o tym co się wydarzyło.

- Nic mi nie jest mamo. Po prostu KTOŚ nie potrafi się rozejrzeć zanim zaatakuje inną osobę.
- Bardzo przepraszam. Ja nie chciałem. Może byłbym w stanie jakoś to wynagrodzić ? Zapłacę za pralnię, albo nową kurtkę ? Proponuję coś na rozgrzanie. Kawa ? Herbata? Nie wiem co pijesz ?

Ada przyjrzała się chłopakowi. Gdyby interesowała się płcią przeciwną uznałaby go za całkiem przystojnego. Miał koło 20 lat. Był dobrze zbudowany. Jego oczy były niesamowicie niebieskiego koloru. Patrząc w nie czuła jakby wnikała w jego serce. Wiedziała, że nie zrobił tego umyślnie.

- Nie, dziękuję. Przepraszam za mój wybuch. Nie przywykłam do niezapowiedzianych lądowań w wodzie. – Uśmiechnęła się do niego i poczuła , że coś niebezpiecznie przewraca się jej w żołądku. Co ona właściwie robi ? – Lepiej wracajmy do domu – powiedziała do mamy.

Chłopak uśmiechnął się – Nazywam się Aleksander – wyjął z kieszenie zwitek papieru i długopis – daj mi do siebie numer. Zadzwonię i upewnię się, że nie masz przeze mnie zapalenia płuc, albo stłuczeń – znowu posłał jej szereg śnieżnobiałych zębów.
Mama Ady gapiła się na nich ze zdumieniem.

- No dobrze. W sumie gorzej być już nie może – Ada naskrobała na kartce swój numer.- W takim razie do usłyszenia – Wzięła mamę pod rękę i pociągnęła ją za sobą. Nie była pewna co przed chwilą się stało i co właściwie miał na myśli mówiąc , że zadzwoni. Pewnie będzie chciał wiedzieć czy nie oskarży go o napaść , albo czy nie będzie chciała wydębić ubezpieczenia za szkodę. Musiała patrzeć przed siebie nieprzytomnym wzrokiem, bo jej mama zacmokała głośno i spojrzała na nią wzrokiem przejętej przyjaciółki.

- Nie licząc tego, że lekko cię poturbował to musisz przyznać , że był przystojny prawda? Musiałaś to zauważyć, a według mnie i ty wpadłaś mu w oko. Kto by pomyślał , że cała ta choinka sprawi, że poznasz tak interesującego młodego chłopca. To był jeden z moich lepszych pomysłów. Co prawda nie kupiłyśmy żadnej, ale mamy jeszcze tyle czasu, że na pewno coś znajdziemy – mama Ady paplała ciągle jakby chciała zagadać nieprzyjemną ciszę. Ada starała się ją ignorować myśląc o Aleksandrze.

- Ładne ma imię – pomyślała – w książkach zazwyczaj nosi je ktoś z elity. Wyglądał jakby do takowej należał, a mama ma po prostu omamy , że ktoś taki jak On mógł zwrócić uwagę na kogoś takiego jak JA.

Doszły do samochodu. Wsiadły i zamknęły za sobą drzwi. Mama odpaliła silnik i włączyła ogrzewanie na maksa. Poczuły ciepło rozchodzące się po całym ciele. Nagle Ada poczuła błogość i wszystko co złe przestało mieć znaczenie. Wyjęła Iphona i wybrała numer do Natana. Nie odbierał. Napisała więc sms o treści:
Spotkamy się dzisiaj ? Mam Ci do opowiedzenia niesamowitą historię. Nigdy nie uwierzysz co mi się przytrafiło. Czekam o 16. Ps. Mama kupiła pianki
Schowała telefon do torebki. Nim się zorientowała były już pod domem. Szybko przemknęły do klatki , aby schronić się w ciepłym mieszkaniu.

- Zrobię Ci herbaty, a ty idź weź ciepłą kąpiel i powieś te mokre ubrania na suszarce. Potem włączę pranie – powiedziała wesoło mama Ady.
- Dobrze mamo. Nie masz nic przeciwko , aby odwiedził mnie dzisiaj Natan, prawda?
- Oczywiście kochanie. Powiedziałaś mu , że kupiłam pianki – mrugnęła porozumiewawczo mama
- Tak, tak powiedziałam.

Natan był niczym członek rodziny. Często spędzali razem święta, ferie, wakacje i wolne niedziele. Mama Ady traktowała go jak syna i nie widziała nic przeciwko temu , aby zostawał u nich na noc czy przychodził kiedy Ada tego zapragnie.

W łazience Ada spojrzała w lustro i zobaczyła, że wygląda naprawdę okropnie. Tusz spływał jej po policzkach , a włosy powykręcały się we wszystkie strony. Najpierw umyła głowę owijając ją ciasno ręcznikiem, zmyła makijaż i weszła do gorącej wody, która zdążyła wypełnić wannę. Leżała w niej jakiś czas rozkoszując się tym jak całe jej ciało staje się odprężone. Doszła do wniosku, że należy wyjść dopiero kiedy usłyszała dzwonek swojego telefonu. Wyskoczyła z wody, owinęła się szlafrokiem i pognała, aby odebrać.

- Halo – nacisnęła przycisk w ostatnim momencie
- Cześć, spałem. Co Ci się stało ? Mam nadzieję, że nie jesteś w szpitalu, bo wiesz jak ich nienawidzę. Mogę Ci ewentualnie przysłać pomarańcze – Natan roześmiał się w słuchawkę.
- Nic Ci teraz nie powiem. Będziesz u mnie o czwartej ? – zapytała z nadzieją w głosie
- A gdzież indziej mógłbym być. Po za tym wiesz jak mnie przekupić. U mnie pianki to towar deficytowy więc tak czy siak nie mam wyjścia.
- Super. To czekam na Ciebie. I weź ze sobą jakiś film. Tylko błagam nie Spidermana. Oglądaliśmy go już tysiąc razy.
- Dobra, dobra. Do zobaczenia.

Usłyszała trzask w słuchawce. Zawsze to robił. Rozłączał się zanim zdążyła coś powiedzieć. Spojrzała na zegarek. Miała trzy godziny.
Pobiegła do łazienki i wysuszyła starannie włosy. Nałożyła Carmex na spierzchnięte usta, wciągnęła dresy i poszła do sypialni. Chciała włączyć telewizor, ale kiedy położyła się na łóżku poczuła senność .

- Mam dwie i pół godziny – zdążyła pomyśleć zanim pogrążyła się we śnie pełnym choinek, błota i cudownego chłopca.

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział Pierwszy : Cztery tygodnie do Świąt Bożego Narodzenia

 Do Świąt Bożego Narodzenia zostały 4 tygodnie. Cztery tygodnie , które od zawsze wypełniał ten cudowny, magiczny nastrój przeplatany zapachem cynamonu i świeżo upieczonego piernika, szukania idealnych prezentów i siedzenia do późna z gorącym kakao w ulubionym kubku z obrazkiem renifera. W tym roku było jednak inaczej.

Adrianna siedziała przy oknie i wpatrywała się w płatki śniegu , które powoli spadały na ziemię znikając w zamarzniętych kałużach. Zastanawiała się jak możliwe jest to , że każdy płatek jest inny, wyjątkowy , a jednocześnie tak piękny i niewinny. Ada, bo tak nazywali ją rodzice, była zwykłą , niewyróżniającą się niczym szesnastolatką. Nie zawracała sobie głowy przyziemnymi sprawami, bardziej lubiła świat fantazji, książek, szczęśliwych zakończeń i niekończących się wyobrażeń co by było gdyby nie była taka zwyczajna .

Usłyszała głos dobiegający z kuchni. Jej mama jak zawsze rano w sobotę krzątała się parząc niezwykle aromatyczną kawę. Spojrzała jeszcze raz za okno marząc o białych świętach , niczym z powieści „W śnieżną noc” , którą przeczytała ostatniej nocy i podniosła się , aby załapać się na filiżankę latte.

- Cześć kochanie, długo dzisiaj spałaś – powiedziała mama Ady, spoglądając na nią podejrzliwie, bo zwykle pierwszą osobą na nogach była właśnie ona.

- Siedziałam wczoraj do późna. Wiesz , musiałam napisać referat o Werterze. Strasznie przygnębiająca historia. Czytałaś ? – wiedziała , że gdyby przyznała , że znowu siedziała do 4 rano z Harrym Potterem mama zaczęłaby prawić morały na temat ośmiu godzin snu.

Nikt nie widział, że Ada uwielbiała Harrego Pottera i przeczytała go już z milion razy.  Od jedenastego roku życia czekała na list z Hogwartu , który absolutnie zmieniłby jej życie sprawiając , że byłoby iście magiczne.

- Czytałam kochanie, czytałam. Chcesz kawy ?

- Poproszę. Mamy mleko czy znowu wyparowało ? – Ada uśmiechnęła się nieznacznie wiedząc , że w jej domu mleko jest najpotrzebniejszym produktem.

- Mamy skarbie. Jakie masz plany na dzisiaj ? Może wybierzemy się na targ obejrzeć choinki ? Kiedy byłaś małą dziewczynką uwielbiałaś tam ze mną jeździć. Zawsze wybierałaś największą , aby wszystkie prezenty, które przyniesie Mikołaj się pod nią zmieściły i pisałaś te słodkie listy, w których prosiłaś o wszystkie książki , których nie było w bibliotece.

- Mamo , proszę Cię. To było jakiś miliard lat temu, ale chętnie się z Tobą wybiorę. Tylko czy to nie za wcześnie na kupowanie choinki ?

- Przecież nie mówię, że już dzisiaj będziemy kupować – mama Adi uśmiechnęła się zawadiacko. – Chcę tylko spędzić z moją jedyną córką trochę czasu. Czasami mam wrażenie Ada , że ciągle tylko bujasz w obłokach. Trzeba zejść na ziemię i może spotkać się z kimś innym niż John Green ?

- Dobra, już nieważne. Będę gotowa za 20 minut.

Adrianna wyszła z kuchni i udała się do łazienki. Napuściła pełną wannę gorącej wody z dodatkiem olejku lawendy. Łazienka wypełniła się cudownym, relaksującym zapachem. Ada weszła do wanny i zanurzyła się cała.

Zaczęła zastanawiać się nad swoim życiem.
- Wcale nie bujam w obłokach – powiedziała na głos wynurzając się z wanny.
Postanowiła , że kiedy tylko skończy z matką zakupy zadzwoni do swojego jedynego przyjaciela Natana. Znali się od dziecka i miała wrażenie, że tylko On zrozumie jej mętlik w głowie i pomoże jej go uporządkować.

Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i uśmiechnęła się delikatnie.
Miała długie brązowo- złociste włosy, duże orzechowe oczy i pełne usta. Nie była szczupła, ale zgrabnie zbudowana. Nigdy nie zastanawiała się nad swoim wyglądem, jednak dzisiaj czuła się naprawdę ładna.
Nałożyła na twarz krem nawilżający i wytuszowała rzęsy. Przeciągnęła szczotką włosy i naciągnęła na siebie czarne jeansy i szarą bluzę.

- Jestem gotowa ! – krzyknęła – Możemy już jechać !
- Już, już. Dopiję tylko kawę – odpowiedziała jej mama spoglądając na nią znad gazety – Ada myślałam, że wyrzuciłaś tą bluzę. Nie uważasz , że jest już zniszczona ?
- Nie, nie uważam. To moja ulubiona bluza i mamo proszę Cię zajmij się czymś innym niż ocenianie mojego stylu.
- Nie zaszkodziłoby Ci gdybyś zwracała większą uwagę na swój wygląd. Może wtedy jakiś chłopkak..
- Mamo nie słucham Cię ! Nie słucham Cię ! – Ada odwróciła się na pięcie wkładając palec do ucha – Czekam na Ciebie na dole. Masz pięć minut ! – założyła karmelowe UGGsy i trzasnęła drzwiami.
Na zewnątrz było naprawdę zimno. Temperatura przez noc spadła poniżej zera stopni i Ada trzęsła się jak osika stojąc przy samochodzie.

Miała za złe mamie, że przy każdej możliwej okazji wypominała jej , że nie ma chłopaka tak jakby była zdesperowaną trzydziestką. Nie każdy przecież musi wyjść za mąż w wieku dwudziestu lat , urodzić dziecko i prowadzić ożywione życie towarzyskie.

Ada miała inny plan na przyszłość. Chciała zostać pisarką. Pisanie to była jedna z niewielu rzeczy , które naprawdę sprawiały jej przyjemność. Właściwie to jedną z dwóch rzeczy, bo pierwszą było czytanie. Jako jedna z nielicznych zbierała same piątki z języka polskiego , czytała wszystkie zadane lektury , a pisanie wypracowań było dla niej prawdziwą frajdą.

- Już jestem kochanie – mama ślizgała się po chodniku w dziesięciocentymetrowych obcasach. Zawsze ubierała się w ten sposób. Elegancko i wytwornie. – Ale zrobiło się zimno prawda? Może w tym roku spadnie twój wymarzony śnieg ? – uśmiechnęła się do Ady.
- Może – Ada spojrzała w niebo – Jedźmy już bo zamarzniemy tu na kość.

Wsiadły do srebrnej Grand Vitary , którą mama Ady wzięła w leasing w tym roku. Ada myślała , że to snobistyczne kupować samochód na który ich nie stać , ale jej mama właśnie taka była. Lubiła ładne i drogie rzeczy. Właściwie to nie potrafiła sobie ich odmówić.
Ruszyły drogą przez osiedle. Ada włączyła radio w których od kilku dni puszczano „ White Christmas” Binga Crosbiego. Spojrzała przez okno i pomyślała, że może te święta wcale nie będą takie złe.